Top
wojna-o-feminatywy

Wojna o feminatywy

Od jakiegoś czasu w mediach zaczęło być głośno o feminatywach, czyli żeńskich nazwach zawodów, stanowisk, czy pełnionych funkcji. Można powiedzieć, że liczba zwolenników, jak i przeciwników ich używania jest do siebie bardzo zbliżona. Co ciekawe, argumentami strony przeciwnej stosowania feminatywów są często stwierdzenia, że jest to przecież nienaturalne i nie ma potrzeby wprowadzać takich nowości do języka polskiego. A przecież używanie „żeńskich końcówek” wcale takie nowe nie jest.

Emancypacja kobiet w XIX i XX wieku sprawiła, że wraz z możliwością wykonywania zawodów, których wcześniej płeć żeńska nie mogła wykonywać, narodziła się potrzeba ich nazwania. I tak powstały urzędniczki, doktorki, adwokatki, socjolożki, weterynarki, profesorki, ambasadorki, twórczynie, posłanki, chirurżki, filozofki, prezeski  i wiele, wiele innych.


Feminatywy pochodzące z przedwojennych publikacji red. Aleksandry Piłsudskiej
Protest czytelników i czytelniczek „Poradnika Językowego” z roku 1904 przeciwko nazywaniu kobiety doktorem, a nie doktorką

Tak pewnie pozostałoby do dziś, gdyby nie okres PRL, w którym stwierdzono, że męskoosobowe formy brzmią bardziej dumnie i prestiżowo. Dlatego zawody tzw. wyższe rangą zaczęto używać wyłącznie w męskiej formie, a pozostałe jak np. sprzątaczka, kucharka, asystentka zostały przy swojej feminatywnej formie.

Po co używać feminatywów?

Używanie feminatywów jest potrzebne. Sprawia, że kobiety zaczynają być bardziej widoczne w pewnych zawodach. Dzięki używaniu słów „inżynierka”, „żołnierka”, czy „mechaniczka” możemy pokazać, że te zawody nie są (już!) zarezerwowane jedynie dla mężczyzn.

Częstsze używanie feminatywów pozwoli także na osłuchanie się z nimi. Dzięki temu jest duża szansa, że przyszłe pokolenia kobiet nie będą musiała się określać męskimi formami pełnionych zawodów.

A dlaczego jest to takie ważne dla kobiet? Zawsze w sytuacjach, kiedy nie do końca rozumiem zachowanie lub intencje drugiej osoby, staram się postawić na jej miejscu. Odwrócić trochę role. Wyobraźmy, więc sobie przez chwilę alternatywną rzeczywistość, w której przyjęło się, że to mężczyźni nazywani są feminatywami. W takim świecie będziemy mieli Pana dyrektorkę, Pana profesorkę, Pana psycholożkę. Dziwnie to brzmi, prawda? W takim razie dlaczego mamy Panią dyrektor, Panią profesor, Panią psycholog? Zastanów się nad tym następnym razem, kiedy będziesz mówić, że „kobiety nie są dyskryminowane”.

 

Feminatywy są super

Nie używasz feminatywów, bo źle dla Ciebie brzmi słowo „polityczka”, „inżynierka”, „naukowczyni”? A dla mnie brzmi źle określanie się męską nazwą zawodów, wtedy gdy jest się kobietą. No a używanie zarówno męskiej jak i żeńskiej formy w określeniu swojej osoby to już dopiero dziwne (wyjątkiem są oczywiście osoby niebinarne!).

No bo jak można o sobie powiedzieć „Jestem obywatelem Polski i studentką ASP. Jak zdam egzamin na prawo jazdy to będę kierowcą. Do niedawna byłam redaktorką znanego magazynu, którego teraz jestem prezesem.” Dlaczego raz określasz się jako kobieta, a następnym razem jako mężczyzna?

Używanie wyłącznie męskich form, albo używanie ich na zmianę z żeńskimi formami jest kwestią przyzwyczajenia. Na szczęście, wszystkie z naszych przyzwyczajeń można zmienić. I czasem dobrze jest to zrobić, zwłaszcza jeżeli mogą być krzywdzące.

Powiem krótko – o feminatywy bić się trzeba. Oczywiście jak najbardziej kulturalnie. Piszę to jako mężczyzna z pełną tego odpowiedzialnością. Nie widzę powodu dlaczego kobietę wykonującą określony zawód trzeba określać jego rzeczownikiem w rodzaju męskim. Wiadomym jest, że nie brzmi to zbyt normalnie. Mężczyźni zdominowali rynek pracy nie dopuszczając do niego kobiet. Nie trwało to naście ani nawet dziesiątki, ale setki lat. Dlatego też nazwy zawodów są w rodzaju męskim. To wydaje się ‘normalne’, takie jak powinno być. Osłuchało się – lekarz, adwokat, psycholog. Jednak nie ma takiego świata, w którym nazywanie kobiet psychologami byłoby poprawne językowo. Kobieta jest lekarką, adwokatką, psycholożką i tak powinna być nazywana.  Język tworzą ludzie i im więcej osób będzie używało feminatywów tym bardziej będą się one osłuchiwały. Tym bardziej będą one ‘normalne’.

Ciekawostką w języku jest to jak niespójny się on wydaje. Z jednej strony nikt nie ma problemu mówić fryzjerka, z drugiej liderka lub adwokatka brzmi trochę nieswojo. Coś jakby się błąd popełniało. Zmiana nie jest łatwa, ale jest konieczna. Udział kobiet w wykonywanych zawodach rośnie dlatego należy im się poprawne nazywanie.

Oczywiście opór materii, głównie męskiej, istnieje. Mówią, że feminatywy to wymysł i ludziom się w dupach przewraca nie mając większych problemów. Ja uważam, że język jest niezmiernie ważnym elementem kultury danej nacji. Życzę jak najlepiej kobietom i Polsce dlatego używam feminatywów i będę przekonywać do ich używania. Tak po prostu być powinno.

Feminatywy to nie był problem w 1939 r.

Miałem okazję zobaczyć zdjęcie dokumentu z okresu przed wojną czyli mającego ponad 80 lat. I tam było napisane – stowarzyszenie strzelczyń. Nie kobiet strzelców, pań strzelców, ale strzelczyń. Wyobrażasz to sobie dzisiaj? Od razu padłyby komentarze o wymysłach i dziwnym brzmieniu. Bardzo się cieszę, że zobaczyłem tę odmianę. To namacalny dowód, że feminatywy to żaden nowoczesny wymysł feministek. Dziwne, że 80 i więcej lat temu nie był to problem, ale dzisiaj już jest. Kogo tak bardzo boli używanie feminatywów?

Jesteś kobietą i nie musisz być określana jak mężczyzna aby mu dorównać. Bo po co w ogóle równać do mężczyzn? Kobiety same stanowią o sobie, są pracownicami. Z całym dorobkiem praw i obowiązków. Musimy tylko nadrobić to językowo.

No Comments

Post a Comment